Nadciągnęła burza Vincent
Hostele wrocław |Forum Bukmacherskie |koniecpol

„Nadciągnęła burza. Vincent zapomniał kapelusza i płaszcza. Tamiza toczyła zmącone, żółte wody. Na horyzoncie widniała smuga światła, nad nią wisiały olbrzymie ołowiane chmury, z których płynęły ukośne strugi deszczu. Przemókł do nitki, ale maszerował dalej w radosnym podnieceniu.
Nareszcie odniósł sukces! Nareszcie odnalazł siebie! Mógł złożyć tryumf u stóp Urszuli, podzielić się z nią swym szczęściem.
Deszcz ubijał kurz białej ścieżynki i giął ku ziemi krzaki głogu. W pewnej odległości. ukazało się stare miasteczko — istny sztych Durera miasteczko z wieżyczkami, młynami, łupkowymi dachami i domami w stylu gotyckim.
W wichurze i ulewie torował sobie Vincent drogę do Londynu. Woda spływała mu po twarzy i chlupotala w trzewikach. Późnym popołudniem dotarł do domu Loyerów. Zapadł szary, posępny zmierzcha Już z dala dobiegły go dźwięki muzyki, jakieś skrzypce... Zdziwił się... We wszystkich pokojach płonęły lampy. Przed domem w kałużach deszczu stał szereg powozów. Ujrzał pary tańczące w salonie. Jakiś stary dorożkarz siedział skulony na koźle pod olbrzymim parasolem.
— Co się tu dzieje — zapytał YincenL
— Wesele, przecież pan widzi.
Vincent oparł się o powóz, z rudych włosów ciekły mu na twarz strużki wody. Po pewnym czasie drzwi domu otwarły się. Urszula i jakiś wysoki, smukły mężczyzna stanęli w progu. Tłum ludzi wysypał“(8)



ławki |zdjęcia ślubne tarnów |Śpiwory